baner03
O dywanach



Transport na terenie całego kraju.
Jedyne 20 zł za paczkę do 31 kg.
Wysyłka dywanu w rulonie.

''

Dowód naszej wiarygodności ''

Koniecznie zobacz Nasze filmy :

''

''

''

Wszystkie ---->


Chcesz być na bieżąco?
Zapisz się na newsletter!

Uprząż końska, czysty dywan i milioner

Nie ma chyba mieszkania, w którym nie byłoby odkurzacza. A już z pewnością znajdziemy go w każdym domu, w którym są dywany. O tym, wyjątkowo pomocnym w utrzymaniu czystości naszych kobierców, sprzęcie wiemy bardzo niewiele, po prostu jest. Odkurzamy, używamy go czasem codziennie i odstawiamy do szafy czy innego schowka. Ale to dzięki niemu, na naszych dywanach nie ma kurzu, paprochów, okruszków a my możemy się cieszyć długim, czystym życiem pięknego dywanu. Poznajmy odkurzacz trochę bliżej.

Jak wiemy, od zawsze do sprzątania podłóg używano wszelkiego rodzaju mioteł, szczotek i innych zamiataczy. Dywany także trzepano. Co jakiś czas pojawiała się nowinka, dzięki której sprzątanie miało być łatwiejsze i skuteczniejsze. A to mały, ręczny miech, który zdmuchiwał kurze z mebli, zasłon i podłóg. A to kilka szczoteczek, połączonych razem, mających na celu zamiatanie większych powierzchni czy też miejsc trudno dostępnych. Wszystkie miały niestety jedną wadę. Nadal trzeba było ciężko pracować nad utrzymaniem dywanów w czystości. Dlatego chyba nie należy się dziwić, że bardzo długo miejscem dywanu była częściej ściana niż podłoga.

Pierwszy odkurzacz

Miech i wydmuchiwane z niego powietrze stały się inspiracją dla Amerykanina Ives'a McGaffeya z Chicago, który w 1869 roku zbudował pierwszy odkurzacz o nazwie Whirlwind, czyli Trąba powietrzna. Machina była wielka i hałaśliwa a do jej obsługi potrzebowano pracy dwóch ludzi. Jedna osoba kręciła korbą uruchamiającą miech a druga, chodząc z elastyczną rurą w dłoni, zdmuchiwała kurze. Można powiedzieć, że było to średnio skuteczne, niemniej jednak większą część kurzu udawało się wydmuchać za okno. Wynalazek Amerykanina zyskał popularność na tyle dużą, że wyrobił sobie spore grono klientów, którym takie sprzątanie przypadło do gustu. Zatem dziesięć lat później, McGaffey opatentował swoją Trąbę.

Pod koniec XIX wieku, na stacji kolejowej St. Pancras w Londynie, odbył się pokaz maszyny sprzątającej, działającej na wzór Trąby. Do prezentacji wykorzystano wagony. Sprężone powietrze, wydmuchane z rur odkurzającej maszyny, co prawda nieco wyczyściło wagon, jednak i tak spora część, wzbitego w powietrze, kurzu osiadła z powrotem na swoim miejscu. W pokazie uczestniczył także Hubert Cecil Booth. Nie dawała mu spokoju niedoskonałość maszyny. Myślał, myślał i wymyślił, że zamiast zdmuchiwać kurz powinno się go zasysać. Efektem jego rozmyślań stała się w 1901 roku, maszyna zasycająca kurz. Obok nowości jaką stanowiło samo zasysanie, jego aparatura była też swoistym dziwem, dla tych którzy mieli okazję ją zobaczyć bądź usłyszeć. Była ona bowiem ogromna i strasznie hałaśliwa. Ciągniona przez konie, podjeżdżała pod dom klienta. Pracownicy zajmujący się odkurzaniem, wchodzili do wewnątrz ciągnąc za sobą długie rury i odkurzali. Rury odprowadzały kurz i śmiecie do beczek znajdujących się na wozie. Zasysanie kurzu było tak niezwykłym zjawiskiem, że sprzątanie przy pomocy maszynerii często stawało się okazją do zapraszania gości na herbatkę i wspólnego oglądania widowiska, jakim było odkurzanie dywanów.

Choć Booth ledwo wyrabiał z zamówieniami to prawdziwą popularność zapewniła mu koronacja króla Edwarda VII. Latem 1902 roku, tuż przed koronacją, okazało się że nie dopatrzono wyczyszczenia dywanów znajdujących się pod tronami Ich Królewskich Mości. Wezwano Bootha z jego maszyną i dwór zakochał się w odkurzaczu. Do dziś firma Bootha produkuje odkurzacze na potrzeby dużych biurowców czy firm zajmujących się praniem dywanów.

Mały odkurzacz do dywanów

Kilka lat po tym, jak Booth opatentował swój wynalazek, w Ameryce doszło do skonstruowania małego, poręcznego odkurzacza, który w odróżnieniu od machiny Bootha, można było stosować samodzielnie w domu. Wynalazcą był stróż nocny w domu towarowym, James Spangler, któremu doskwierała astma. W dni kiedy w centrum odbywało się sprzątanie, czyli zdmuchiwanie kurzy, Spangler cierpiał podwójnie. Tony kurzu zatykały mu płuca. Pewnej nocy skonstruował on zmyślną maszynkę z wentylatora, okrągłej szczotki, kija od miotły i poszewki na poduszkę. Tak powstał pierwszy, znany nam dziś odkurzacz. W 1908 roku opatentował swój pomysł i założył firmę produkcyjną. Kilka miesięcy później okazało się, że Spangler ma zbyt mało pieniędzy aby na dobre ruszyć z produkcją. Z prośbą o pożyczkę zwrócił się do swojego kuzyna William H. Hoovera, producenta końskich uprzęży. Hoover, naciskany przez zachwyconą odkurzaczem żonę, odkupił od Spanglera patent i firmę i rozpoczął produkcję na dużą skalę. I tak, dzięki konieczności dbania o czystość dywanów, były producent uprzęży końskiej stał się milionerem. O popularności wynalazku świadczy także to, iż za oceanem słowa odkurzanie i hoovering używane są naprzemiennie do określenia jednej czynności. Przy okazji, warto tu wspomnieć, że w niektórych rejonach Polski synonimem słowa odkurzacz jest electrolux.

Odkurzacze były bardzo drogie, zatem aż do czasów powojennych były urządzeniami dostępnymi wyłącznie dla elit. Ale po II wojnie światowej, odkurzacze stały się już standardowym wyposażeniem wielu domów.

W Polsce pierwszy odkurzacz o nazwie Alfa, wyprodukowała, w 1952 roku, rzeszowska firma Zelmer.

Ciekawostka. Choć odkurzacze niesamowicie ulżyły kobietom w pracach domowych to przez długi jeszcze czas trudno było wielu ludziom oswoić się z tą nowinką techniczną. Wiele osób twierdziło, że odkurzanie niszczy dywany. Co oczywiście nigdy nie było i nie jest prawdą.


Podoba Ci sie artykul? Wystaw nam ocene, napisz swoja opinie!